kultura od ? do !
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
KONDRASIUK RECENZENCKO O...
kulturaenter!
Absolutnie teatralne
ESK dla początkujących
Lubelskie
Wnikliwe blogowe
Wnikliwe1
to ja jestem ...AUTOR...

nie polecam

nie pamiętam

grzegorzkondrasiuk@gmail.com

Online Slots
Casino

teksty i zdjęcia na tym blogu chroni prawo autorskie - przedruk za zgodą autora!

środa, 09 listopada 2011
Boniecki i Tektura

Ojciec Boniecki... Może to musiało się tak skończyć?

Na jednym ze spotkań "Myślarni" (były takie seminaria w Lublinie, jeszcze pół roku temu, z okazji ESK) rozmawialiśmy o kulturze krytycznej. Akurat ksiądz Boniecki był w Lublinie i gościnnie, nieco zdumiony, przysłuchiwał się tej naszej luźnej rozmowie o pryncypiach. Sławomir Marzec mówił wtedy o fikcyjnosci pewnych postaw, o pułapkach sztuki krytycznej, oponował mu Tomek Kitliński. Jednak chyba najbardziej księdza Bonieckiego ożywiła wypowiedź Michała Wolnego, anarchisty, jednego ze współtwórców alternatywnego pankowego centrum Tektura. Michał wspomniał o oddolnych akcjach Tektury takich jak Food not bombs (mija już chyba 10 lat, jak w sezonie zimowym serwują bezdomym ciepłe wegetariańskie jedzenie), o happeningach pod MacDonaldem (po reakcjach słownych odniosłem wrażenie że niektórzy spośród chyba 10-osobowego grona nie rozumieli dlaczego akurat tam), o street-artowych interwencjach. Po wszystkim ksiądz grzecznie wszystkim podziękował ze spotkanie i podszedł do Michała. Nie wiem o czym rozmawiali ładnych parę minut, widziałem tylko jak redaktor długo ściskając dłonie Michała z żarliwością coś mu tam tłumaczył. 

(Rozmowa toczyła się w drogim lubelskim hotelu, przy dobrym obiedzie, co nadawało rozmowie  odpowiednią dozę przydatnego, nieco kompromitującego dystansu wobec poruszanego tematu. A spora część aktywnośći Tektury ostatnio również koncentruje się wokół spraw jedzenia: najnowszy przykład - Lubelska Kooperatywa Społeczna.) Ot, paradoksy.

poniedziałek, 31 października 2011
teatrpolityczny.pl

Teatr polityczny w Polsce istnieje i nie istnieje jednocześnie, tak jak i polityka w polskim wykonaniu, która jest, ale tak, jakby jej nie było. Miejsce teatru politycznego, tak jak i polityki, jest gdzie indziej – na przykład w głowach ludzi recytujących hymny patosu i niewinności na antenie Radia Maryja, w TVN-owskim „Szkle kontaktowym”, we wszystkich uproszczeniach właściwych ludziom którzy nie mają wpływu, bo mieć go nie mogą. Wszędzie tam, gdzie bezpośrednio zainteresowani uprawiają kręcenie się wokół własnego dyskursywnego ogona, niezależnie od kierunku, w którym się kręci Ziemia. 

W Polsce teatr skojarzony z polityką ma tak samo chwiejny status jak i inne dziedziny sztuki, które mają się tak samo nijak, jak wszystkie inne kanały porozumienia, inne instrumenty debaty nad sprawami publicznymi, zarażonymi chorobami fasadowości, bezpretensjonalnego bełkotu, zagłuszania pseudodebatami   rzeczywiście istotnych spraw.

czarne msze

ot koincydencja

w warszawie w teatrze dramatycznym artur żmijewski parodiuje (sorry, teraz się mówi remixuje) mszę, a w toruńskim csw kazimierz piotrowski przywołuje szlachetną kategorię gniewu, zanurzając za jej pomocą głowę w tajemnicze, ciemne morze duszy polskiej...  

intelektualnie Piotrowski znacznie mocniejszy (kurator w końcu), no i ten niebagatelny aspekt odpalenia bomby w samym sercu diametralnie innego dyskursu (tzw sztuki wizualne to jednak dominujący głos "krytycznych", szczególnie wobec tejże duszy)

żmijewski za to za plecami ma mocnych pomocników, nie wiem czy grotowski, egzorcyzmowany przez kolankiewicza tak naprawdę jest najszczęśliwszym pomocnikiem, ten który od bluźnierstwa "apocalypsis" doszedł jednak do "święta"

w planie najprostszym: czy mamy w tym widzieć znów napierdalanie się trumnami po głowach?

w planie meta nie wiem co mam powiedzieć, bo zdarzeń nie widziałem tylko o nich czytam, ale ten sposób tańczenia z przeciwnościami nie budzi  mojego entuzjazmu

dobranoc

piątek, 28 października 2011
Po wesołym musicalu o strasznie smutnych rzeczach

fot. koZa

Mastonie, dlaczego to trwa tak długo? Kiedy wreszcie na biegunie południowym będziemy wydobywać ropę? Finanse nam się kończą, a biegun południowy topnieje po prostu bardzo, bardzo wolno!

Roman Sikora, Jules Verne - "Zmatek nad zmatek. Veselý muzikál o děsivých věcech..." 

Roman Sikora, Jules Verne -  "Świat do góry nogami. Wesoły musical o strasznych rzeczach, według powieści Juliusza Verne'a o tym samym tytule."

fot. koZa

wtorek, 11 października 2011
patetyczne ale racja

Sztuka jest (...) nieustanną walką o jednostkową podmiotowość. Warto o tym pamiętać, gdy na naszych oczach sztuka często zamieniana jest na toporną dydaktykę społeczną lub manifestację zagubionego narcyzmu.  

napisał to Sławomir Marzec i się z nim zgadzam

czwartek, 29 września 2011
Mobilność wyobraźni



Jeszcze kilka linków dla Dragana Klaica:

Kulturtraeger Dragan Klaić - wstęp Krzysztofa Czyżewskiego do właśnie wydanej książki "Mobilność wyobraźni. Międzynarodowa współpraca kulturalna. Przewodnik" (pierwsza książka Klaica po polsku)

In memoriam Dragan Klaic - EFS

In memoriam   -   Lidia Varbanova (LfC)

In memoriam  - Mary Ann DeVlieg (IETM)

środa, 21 września 2011
Myśląc o relacji kultura-wiedza


Jeden z bardziej perspektywicznych spadków po lubelskiej kandydaturze do ESK 2016 ma na imię „kultura wiedzy”. Dziś, kiedy nie może to być fragment planu na rok 2016 i  ESK, jest to raczej sygnał pokazujący Lublinowi, gdzie znajdzie się niebawem świat. A może i pytanie, czy Lublin też tam będzie, i ostrzeżenie, że nie jest to takie oczywiste.


1.

„Kultura wiedzy” to oddziaływanie dwukierunkowe: „kultura dla wiedzy”, czyli instytucje kulturalne, które wchodzą do świata akademii, ale również i „wiedza dla kultury”, czyli poszukiwanie i wchłanianie przez instytucje kultury ludzi ze świata akademii i ich koncepcji.

 

2.

Po stronie „wiedza dla kultury”, w zupełnie roboczym, obserwacyjnym właściwie trybie pojawiły się trzy modele relacji tych obu światów. Bywa, że instytucja kultury czy też artyści pasożytują na świecie akademickim, wyciągając wygodnych dla siebie teoretyków, którzy dostarczają jej języka, doraźnie wykorzystywanego, najczęściej dla działań wizerunkowych. Jest też model wygodnej symbiozy, która polega na tym, że instytucja w swoich projektach czy działalności korzysta z kadr uczelnianych, z absolwentów, a w drugą stronę – oferuje pojedyncze zajęcia artystom i menadżerom. Tak czy inaczej – te dwa światy funkcjonują obok siebie, równolegle, zadowalając się doraźną wymianą bez świadomej, długofalowej strategii zbliżania. Jest też wreszcie, czy raczej jest możliwy trzeci, rozwojowy model obustronnej, autentycznej współpracy. Wiedza akademicka może wystąpić tu w funkcji katalizatora, wyzwalającego nieco uśpioną energię instytucji i ludzi kultury, swego rodzaju dopalacza czy może raczej – trzymając się tej nieprawomyślnej metafory – wyzwalającego śmiałe wizje psychodelika.

Zadajmy sobie w końcu te pytania – kto jest bardziej „z przodu” – kultura czy świat nauki? Kto dziś zajmuje się rozwiązaniami problemów które dopiero nadchodzą? A kto może je nie tylko wskazywać, ale i testować na najbardziej wrażliwym materiale relacji społecznych?

 

3.

Od wielu lat i na wielu polach relacje „kultura dla wiedzy” i „wiedza dla kultury” są w aktywny sposób testowane i definiowane. Analitycy przenikania nauki i kultury tworzą i obserwują metody korzystania w ramach nauczania akademickiego z doświadczenia artystów w ramach tzw. art based methods (Patricia Leavy, „Method Meets Art: Arts-Based Research Practice”, Guilfor Press 2009), czy piszą o postaciach pracujących na mostach pomiędzy dziedzinami, określanych akronimem A-R-T – czyli artysta (artist), badacz (reasercher) i nauczyciel (teacher), pełniących te troiste role w procesie tworzenia/ badania / nauczania „a/r/tographical work”  (William Pinar).

Wszyscy możemy wymienić potężną listę osób, których wieloletnia praca jest w ścisłym sensie a/r/topograficzna. Tak więc – jeśli chodzi o ludzi, ta zmiana w obrębie kultury dokonała się wiele lat temu, przygotowana przez postacie pokroju Henryka Stażewskiego, Jerzego Grotowskiego, Bogusława Schaeffera. Dynamiczne postrzeganie kultury, wiele zawdzięczające desantowi wiedzy w jej obszar, przewartościowało także i rozumienie przestrzeni oddziaływania kultury, jej relacji przestrzennych. Od dawna przyzwyczailiśmy się do pracy unikającej jednowektorowego komunikatu, od aktywnego twórcy do pasywnego odbiorcy. Dziś nie tylko budynek galerii czy teatru, white cube i sala widowiskowa, ale i miasto są terenem działania, miejscem przepływu wielokierunkowych napięć. 

Natomiast relacja akademia-kultura nie dokonała przewartościowania w sferze organizacyjnej. Wciąż organizacja pracy wszystkich podmiotów, „producentów kultury”, nie jest częścią czułej sieci wielokierunkowych napieć, nieustannie redefiniujących siebie nawzajem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33